Marek Noniewicz urodził się w 1971 roku, studiował Biologię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Już w czasie studiów biologicznych postanowił rozwijać swoją pasję fotograficzną podejmując naukę w Lidova Koncevator w Ostrawie, pogłębiał swoją wiedzę kontynuując naukę na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, gdzie studiując pełnił również funkcję technologa w Katedrze Fotografii kierowanej wówczas przez profesora Stefana Wojneckiego. Po studiach podejmuje pracę jako instruktor fotografii w Pałacu Młodzieży w Bydgoszczy (2004 – 2014). Pracował jako niezależny instruktor przy projektach z zakresu edukacji kulturowej, takich jak: Lato w Teatrze (Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego), Bardzo Młoda Kultura (Narodowe Centrum Kultury). W latach 2017 - 2023 pracuje jako kustosz Muzeum Fotografii w Bydgoszczy. Jako twórca zajmuje się głównie fotografią, podejmując również działania z zakresu performance, czy też działania w przestrzeni miejskiej. W realizacjach z fotograficznych często sięga do technik historycznych, używając fotografii analogowej próbuje znajdować jej organiczny rodowód, czerpiąc inspiracje z poezji i literatury. Bywa również autorem tekstów o fotografii i kuratorem wystaw.
ŁADNE SPOTKANIE otwierające wystawę prac Marka Noniewicza oraz spotkanie z artystą, podczas którego mogliśmy posłuchać nie tylko o jego twórczości, ale również o historii różnych technik fotograficznych.
Projekt sfinansowany przez Unię Europejską Next GenerationEU w ramach Krajowego Planu Odbudowy.
ŁADNE SPOTKANIE zamykające wystawę prac Marka Noniewicza oraz spotkanie z artystą, podczas którego mogliśmy posłuchać nie tylko o jego twórczości, ale również dowiedzieć się na czym polega technika cyjanotypii, jak wygląda proces jej powstawania, a dla chętnych była możliwość wykonania własnej, unikatowej odbitki.
Projekt sfinansowany przez Unię Europejską Next GenerationEU w ramach Krajowego Planu Odbudowy.
Cywilizacja jest uczeniem się przyrody
Fotografia zawsze była dla mnie formą przeżywania rzeczywistości, chociaż na początku wydawała się być też formą jej posiadania. Tak było, gdy po powrocie ze studiów w Poznaniu przemierzałem z kamerą wielkoformatową Bydgoszcz odkrywając, czy oswajając miasto. Okazało się, że intuicja pozwalała mi wyszukiwać te fragmenty przestrzeni, które już wkrótce ulegały przeobrażeniu. Zmieniała się Bydgoszcz, ja zmieniałem aparaty, niezmienna pozostawała metoda: negatyw, odbitka stykowa i oczywiście procesy dzięki którym ostatecznie uzyskiwałem obraz. Z czasem jednak wiara w to, że fotografia może zachować, słabła. Zorientowałem się, że to co mi pozostaje to zaledwie wyobrażenie na temat tego co zatrzymałem w obrazie. Tak jest w przypadku dokumentowania rzeczywistości, bez względu na to czy sięgam po polaroid, czy po wielki format. Takie zdjęcia są jak trofea, lubię je, ale z czasem są niewystarczające. Czasem wydaje mi się, że robi je ktoś inny i inny ja kataloguje rzeczywistość inny, ja kreuje ją z fragmentów rzeczywistości przy pomocy fotograficznych zabiegów. Być może zdecydowanie bardziej wierzę w kreację, tworząc fotografie w których filtruje rzeczywistość, wybierając z niej tylko te elementy które pasują do mojej opowieści. Uproszczone narzędzia, takie jak camera obscura, czy historyczne procesy fotograficzne wyznaczają trop moich poszukiwań od końca XX wieku. Camera obscura pojawiła się dla mnie w momencie, kiedy zdałem sobie sprawę, że sam aparat może być rodzajem fetyszu, który zawłaszcza opowieść. Pisałem też w jednym z teksów, że stosowanie w XXI wieku tego narzędzia może być też odruchem obronnym, który pozwala mi się na nowo zdefiniować w świecie technologii. Nigdy nie odrzucałem nowych technologii, zwyczajnie nie znajduję sposobu ich zastosowania dla własnych praktyk, chociaż w działaniach dydaktycznych wielokrotnie podkreślam, że najciekawsze zdarza się zawsze na styku technologii.
Pierwszą udaną realizacją była seria autoportretów zrealizowanych wewnątrz pokoi zamienianych na ciemnię optyczną. Doświadczenie być zawłaszczonym przez obraz wewnątrz camera obscura, z czasem zacząłem uznawać jako formę performance skierowanego w stronę aparatu, który rejestrował moją obecność i przenikanie w krajobraz projektowany na ścianach.
Chwilę później pojawił się pomysł „uwolnienia” aparatu z rąk operatora. Tak powstał projekt Światłoczułe przesyłki (1999 - …), w którym zbudowane z puszek kamery otworkowe nadawałem pocztą do znajomych i przyjaciół. Uprzedziwszy uczestników projektu o swoim działaniu poprosiłem, by nie otwierając paczki nadawali je do mnie. Po powrocie paczki, wyciągałem z niej kliszę poddawałem obróbce i wykonywałem odbitkę stykową.
Projekt zakończył się z chwilą wykorzystania różnych konstrukcji aparatów otworkowych. Jednak uznaję go za ciągle otwarty, ponieważ nie wszystkie paczki wróciły i możliwe, że nadal gdzieś krążą.
W serii Sommer album (2004-2018) łączyłem obrazy uzyskane z camera obscura, z luksografiami artefaktów znalezionych często w miejscu wykonywania fotografii, sam również przygotowywałem papier powlekając go światłoczułą emulsją. Stopniowo wraz z tworzeniem obrazów wyłaniał się też tekst w którym opisywałem swoje refleksje: „zanim wreszcie udało mi się wpaść na pomysł zachowania tych obrazów dla fotografii, długo musiałem wywoływać je w wyobraźni. W istocie miałem może zamiar stworzenia sobie za pomocą obrazu czegoś na kształt tajemniczego ogrodu, miejsca przeobrażenia się przyrody i fotografii. Było więc tak, że szukałem miejsc, które takie sytuacje prowokowały. Świadomość złożoności zjawisk przyrody podsunęła mi pomysł, by spróbować odwzorować je przez procesy fotograficzne. Pejzaż bowiem pozwala się odkrywać na wiele sposobów, moim ulubionym był ten, w którym wzrok ogarniał przestrzeń w szerszym planie, a następnie znajdował jakiś detal, który stawał się swego rodzaju mottem całości. Powstałe w ten sposób fotografie były więc pewną wypadkową widzenia. Jakieś echa moich letnich eskapad z camera obscura odżywały już później w ciemni w czasie kolejnych etapów przygotowywania zdjęć: wyboru papieru, nakładaniu emulsji i dobrania jednego lub dwóch negatywów do naświetlenia. Początkowo pejzaż, który zatrzymywałem, zachowywał pozory czytelności. Jednak z chwilą, gdy zacząłem łączyć negatywy, wyobraźnia wzięła górę. Stało się więc tak, że potęga form natury pozwoliła mi wyzwalać kształty, których nie przewidywałem. Ich interpretacja jest równie trudna, jak próba tłumaczenia haiku, gdzie forma jest nierozerwalnie związana z treścią i obie wzajemnie się przenikają. Możliwe, że fotografia jest takim alfabetem, którego próby przełożenia na słowa są w rzeczywistości niemożliwe i co krok wywołują konflikt interpretacji. To my widzimy, fotografia zawsze pozostaje ślepa, stworzona do tego, by trwać poza naszym zapomnieniem.”
W serii Iliaster (2014-2024) zrezygnowałem z użycia aparatu i wykorzystywałem fragmenty gromadzonych materiałów organicznych: zasuszonych roślin, owoców, pióra ptaków, znalezione martwe owady itp. których obrazy uzyskiwałem w sposób fotograficzny, wykorzystując do tego celu luksografię. Istotnym formalnym elementem powstających fotografii stały się również radiogramy. Rentgen w sposób fizyczny prześwietla istotę człowieka, wierzę, że pozostałe moje fotograficzne zabiegi towarzyszące realizacji obrazów, nadają im wydźwięk transcendentny. Sam tytuł Iliaster zapożyczyłem z kosmologii Paraceslsusa, dla którego była to pierwotna materia z której zostaje ukonstytuowany wszechświat. Mój Iliaster jest materią wybraną ze zbioru fragmentów rzeczywistości, z której przy wykorzystaniu pierwszych technik fotograficznych tworzę własny wszechświat fotografii.
I tak snuję opowieść, chociaż bliższe prawdy jest jednak to, że zadaję pytania. W pytaniach powtarzają się te same kwestie, rozważania o statusie fotografii i o moje miejsce w przestrzeni obrazowania. Jestem konceptualnym lirykiem, a może jest to cały czas fotografia konfesyjna, której manifest napisałem w 1999 roku „Fotografia konfesyjna to nie refleksja, lecz położenie najsilniejszego akcentu na ja, nie jest to jednak forma zamykania się na świat, lecz próba uczynienia swoim Dziś, przez bezustanny komentarz Tu i Teraz”
Dla mnie materialność fotografii jest czymś koniecznym do jej zaistnienia. Być może dlatego sięgam do pionierskich dla fotografii czasów, pociąga mnie organiczny rodowód. W tekście wprowadzającym do wystawy Stan Rzeczy (8 Biennale Fotografii, Poznań 2013) napisałem, że natura od zawsze dążyła do „autozapisu” i parząc z tej perspektywy na liść paproci odciśnięty w bryłce węgla, możemy mówić o prawdziwych początkach fotografii.
Nawet jeśli wydaje mi się, że powtarzam pewne zabiegi praktykowane przez pionierów fotografii, robię to po to by zbadać tkankę obrazu. W nośniku zapisana jest informacja o rodowodzie sposobu rejestracji obrazu, niejednokrotnie okazuje się, że to co tworzy nowy trop poszukiwań znajduje się na peryferiach.
Grzegorz Schmidt, Mania Schmidt
Halina Noniewicz, Marek Noniewicz, Grzegorz Schmidt, Mania Schmidt